Gazeta.pl Uniwersytet Warszawski Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne
Blog > Komentarze do wpisu
Myślenie metaleptyczne.
Oczywistym jest, że tak jak dla wszystkich, tak i dla filologów internet stał się nowym, przebogatym źródłem informacji, często - jako nowość - atrakcyjniejszych niż te zdobywane tradycyjnymi metodami badawczymi. Mniej mówi się o tym, że zmienił się nie tylko zakres dostępnych źródeł, ale także ich najbardziej typowa struktura. Informacja sieciowa jest z natury bardzo rozległa, ale często stosunkowo płytka (gdy mamy dostęp tylko do streszczeń bądź nagłówków tekstów, które w pełnej postaci istnieją nadal jedynie poza siecią), wątpliwej jakości, trudna do weryfikacji. Można by zatem konserwatywnie nawoływać do skupienia uwagi na tradycyjnych, solidnych źródłach, i porzucenia internetowej „pogoni za wiatrem" - jako wodzącej na manowce. Ale to gorzej niż utopia: to błąd. Gdy mamy do wyboru: przeczytać książkę albo jej internetowe streszczenie, lepiej przeczytać książkę. Odpowiedź nie jest jednak podobnie oczywista, gdy pytanie sformułujemy tak: lepiej przeczytać jedną książkę czy 200 streszczeń o sumarycznym rozmiarze porównywalnym z książką? Zarysowujący się dzięki znacznej liczbie próbek statystyczny obraz może mówić więcej niż idiosynkratyczne spojrzenie pojedynczego autora, który nie koniecznie okaże się geniuszem.

Aby nowy rodzaj informacji przetwarzać bezpiecznie z naukowego punktu widzenia, tj. z uzasadnioną nadzieją na wartościowe wyniki, należy odpowiednią metodologię poddać krytyce w sensie kantowskim - zbadać jej możliwy zakres, warunki prawdziwości bądź prawdopodobieństwa itp. Praktyka badań korzystających ze specyfiki sieci od dawna istnieje, brak jej krytyki powoduje jednak, że badania nowego rodzaju symulują tradycyjne dociekania filologiczne, uniemożliwiając właściwą interpretację i kontrolę, ale też tracąc wiele szans. W warunkach sieciowych trudno o tradycyjnie rozumiany dowód - skoro informacja jest cząstkowa i niepewna, zarazem jednak - skoro jej źródeł jest bardzo wiele - można odwołać się do statystycznie rozumianego prawdopodobieństwa: zamiast dowodu - liczne poszlaki, przyrost ilościowy rekompensujący niższą jakość. Metalepsa to trop kumulujący inne tropy, tak iż temat pomocniczy pierwszego staje się tematem głównym drugiego - więc między pierwotnym sensem (pierwszy temat główny) i jego tekstową reprezentacją (ostateczny temat pomocniczy) nie ma żadnego pewnego związku, wyobraźnia skacze jakby ruchem szachowego konia, ogniwo pośrednie, w którym „zakręca", pozostawiając domyślności odbiorcy. Podobnie w rozumowaniu opartym na informacji sieciowej - punkt wyjścia i punkt dojścia mogą się nam jakoś kojarzyć, nie możemy jednak udowodnić ich związku bez dostępu do pośredniego punktu zwrotnego, którego się tylko domyślamy jako istniejącego poza aktualną siecią. Jeśli zaczniemy udawać, że jesteśmy pewni istnienia tego punktu i nic nam więcej nie potrzeba, będzie to bezwartościowa symulacja tradycyjnego dowodu. Jeśli jednak pojedynczy paralogizm wesprzemy wiązką analogicznych poszlak, zwiększając prawdopodobieństwo, że początkowy domysł był trafny, wejdziemy na ścieżkę innego, „metaleptycznego" stylu myślenia, ryzykownego wprawdzie, ale potencjalnie dającego wartościowe wyniki.

 

dr hab. Jan Potkański - adiunkt w Zakładzie Literatury XX Wieku Wydziału Polonistyki UW, autor książek: Sobowtór. Różewicz a psychoanaliza Jacquesa Lacana i Melanii Klein (2004), Sens nowoczesnego wiersza. Wersyfikacja Białoszewskiego, Przybosia, Miłosza i Herberta (2004) oraz Parabazy wpływu: Iwaszkiewicz, Bloom, Lacan (2008, w druku), współredaktor Literackich obrazów nieobecności (2005).

Uniwersytet Warszawski

piątek, 26 września 2008, annagumkowska

Polecane wpisy